Związek cały czas rozkwitał. Zaczęliśmy myśleć o jakimś środku transportu. Oczywiście zapalony Dominik napalił się na jedno takie czerwone i szybkie i spędzał sporo czasu u mechanika. Ale nie o to chodzi. Nawet nie mieszkaliśmy wtedy ze sobą. Kupiliśmy wspólnie samochód. Był to kolejny krok do przodu. Był to dowód wzajemnego zaufania.
O to nasz pierwszy samochód – jak to mówią za swoje…
Mimo tego, że wyremontowałem go na tip top (siedzenie miesiąc w miesiąc u mechanika) to wspomnienia, te pozytywne, będą nieśmiertelne. Nasza cordi była już w klubie seata. To dzięki niej przyłączyliśmy się do bandy pozytywnie zakręconych ludzi, którzy zawsze pomogą, zawsze pocieszą, nigdy nie zawiodą.
Po drodze był zlot w Borsku. Wspaniała zabawa z ludźmi, wspaniała zabawa na lotnisku.
Przy prawie 200/h kończy się lotnisko – hamulce i trawka:) – trzeba przyznać, że cordi wytrzymała to. Wróciliśmy bez problemów do Krakowa i… dwa dni po zlocie tylny prawy amortyzator odwiedził bagażnik. Sądzę, że to wynik odwiedzin na trawce.